piątek, 26 sierpnia 2011

Koniec farmerskiego życia !


Dom..
wspaniałość !
najdłuższy prysznic w życiu
zmęczenie, które kładzie cię do łóżka
w końcu, tego twojego wygodnego.
Jutro nowe piękne jutro !


czwartek, 28 lipca 2011

Dziś pierwszy poranek z deszczem od nie pamiętam już kiedy :)
było miło rześko i lekko mokro..
w południe na lunch przywitało mnie jednak już słońce piękne i z racji, że praca skończona została koło 18 była herbata na trawie tak wycekiwana i pranie odkładane co rusz na później będzie też "szybkie" spanie i oczekiwanie kolejnego dnia i kolejnego itd. aż do końca sierpania :)
Właśnie z okazji zimnej podłogi na hali co jest cudowne przeglądałam część ze stron, które mnie inspirują i zaległości są takie powiem wam.. jak stąd do Polski prawie ! Zakwas w domku wyhodowany i muszę się przyznać, że to moja ciocia pierwsza w naszym domu upiekła chleb chociaż myślami robiłyśmy to razem ona tylko mogła zaglądać przez szybkę do piekarnika i czuć ten zapach po otworzeniu piekarnika..
Zaległości nadrobię, obiecuję najpierw zapewne te snu ale potem będzie kolej na wszystkie inne :)
Ściskam z zapracowanej i pięknie słonecznej, odległej Canady :)

wtorek, 14 czerwca 2011

Twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką


Wróciłam, że na chwilę to mało istotny szczegół..
po prawie dwóch miesiącach mieszanki angielsko-hiszpańskiej doceniam ten czerwony szlaczek podkreślający błędy..

Pierwszym za czym tęskniłam to moje wielkie łóżko drugie czego nie byłam do końca świadoma (ale Ania mnie oświeciła) to twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką ten Krakowsko-wspomnieniowo-letni dobry na wszystko a na pewno na powroty i piękne dni kiedy to można sobie wystawić krzesło na patio i zjeść śniadanie w piżamie nie martwiąc się o to, że zmarzną stopy przy świergocie ptaków z widokiem na świeżo zieloną trawę.






Twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką

1 kostka półtłustego twarogu
pęczek rzodkiewki
pęczek szczypiorku (najlepszy z ogródka)
śmietana 18%

Włożyć twaróg do miski dodać 3-4 łyżek śmietany (w zależności od preferowanej gęstości) i wygnieść widelcem, wrzucić pęczek pokrojonej w kosteczkę rzodkiewki i szczypiorek wszystko wymieszać doprawiając solą i pieprzem..

Uwielbiam i zazwyczaj nie ma go już kolejnego dnia, Julka lubi kiedy na drugi dzień robi się różowy od rzodkiewki :)
Tutaj z racji niedostępności nietórych produktów np. twarogu z powodzeniem Cottage chesse też się nadaje chociaż nazwałabym to mieszanką naszego wiejskiego serka i twarogu, jednak pachnący, ścinany prosto z ogródka szczypiorek rekompensuje braki :)






środa, 27 kwietnia 2011

Ciasto bananowo - czekoladowe


Moje najulubieńsze ciasto ostatniego czasu, jest mocno czekoladowe i dlatego zjeść go za dużo na raz nie można (między innymi za to je lubię) z cukrem Demerara, który tak uwielbiam..

Wyszłam rano w poszukiwaniu kakaa i musiałam kawałek pomaszerować bo w polskim sklepie zawsze jest to czego w kanadyjskim nie ma :) po drodze zaskoczona przez deszcz schowałam się w markecie ogrodniczym i tam oglądałam drzewka i krzewy przez godzinę (oczywiście nie padało tak długo).
Ciasto dla cioci co by się nie zamartwiała moim wyjazdem, bo jutro pędzę do pracy w świat a może bardziej w kanadę, kawałek na południe ale dalej nad jeziorem tylko już nie tym samym, bez internetu znowu mnie szczęśliwość czeka.
Lato zamówione tylko Seweryn mówi, że przesyłka będzie za ok 3 tygodni więc sandały jeszcze w szafie śpią..

Lista składników może przerazić ale tak naprawdę wszystko jest w kuchni no może czasami oprócz bananów i cukru brązowego ( u mnie uwielbiony, jest zawsze )


Ciasto :
1 szkl brązowego cukru
1 szkl mąki
5 łyżek kakao
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
1/2 łyżeczk sody
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 małe zmiksowane banany
1 jajko
1/4 szkl ciepłej wody
1/2 szkl mleka
1/4 szklanki oleju

Masa czekoladowa :
jedna tabliczka czekolady
70 ml kremówki
1 łyżeczka masła

W jednej misce miksujemy bądź ścieramy banany i dodajemy do nich wszystkie pozostałe płynne składniki, miksujemy do połączenia.
W drugiej misce łączymy sypkie składniki, po wymieszaniu wlewamy płynną część do sypkiej i wszystko mieszamy łyżką do powstania w miarę jednolitej masy.
Wlewamy ciasto na blaszkę (nie za dużą) i pieczemy 40 minut w 180 stopniach.

Śmietanę i masło doprowadzamy do wrzenia w garnuszku, zestawiamy z ognia i wrzucamy połamaną w kostki czekoladę, odstawiamy na 5 minut.
Kiedy czekolada się rozpuści mieszamy trzepaczką do połączenia i uzyskania lśniącej masy. Po wystudzeniu ciasta dekorujemy nią kawałki ciasta.

U mnie dla przełamania czekolady jest też ubita kremówka z łyżeczką waniliowego cukru.
Uciekać trzeba, bo spagetti czeka i Seweryn też będzie obiad potem coś o czym ja nie wiem oczywiście i pakowanie się nocne zapewne :)
W najbliższym czasie będę szczęśliwcem bez internetu, w pięknym miejscu mam nadzieję z ciekawymi ludzmi a jak nie to mam jeszcze kanadyjki katalog ogrodniczy do studiowania i słowniki :) Ściskam !

piątek, 22 kwietnia 2011

Murzynek kokosowy



W lodówce mam dużo mleka - sprzedają tu paczkę 4 worków czyli defakto 4 litry, chciałam rozdawać sąsiadom ale odrazu do głowy wpadają ciasta i nie tylko, które z tym właśnie mlekiem mi się nieodłącznie kojarzą.
Jak dziś pamiętam te białe wąsy kiedy to zbyt szybko chciało się opróżnić zawartość swojego kubka. Do sąsiadów poszłam tyle, że z ciastem i teraz już wiem - ludzie zajęci jedzeniem nie wypluwają z siebie potoku słów w nie do końca zrozumiałym dla mnie języku.. Pan po lewej stronie jest niezawodny, zawsze jak do niego idę chodzi na boso po garażu i trawie i wita mnie z tak samo szerokim uśmiechem..
Nawet mały hokeista z naprzeciwka zrobił sobie przerwę żeby usiąść na stopniu i opowiadać między kęsami o tym kim zostanie kiedy dorośnie..
Ciasto czeka jeszcze cierpliwie aż ciocia wróci z pracy i się szeroko uśmiechnie.

Ciasto:
- 1 kostka margaryny
- 2 szkl. cukru
- 1/2 szkl. mleka
- 3 płaskie łyżki kakao
- 4 jajka (3 żółtka i jedno całe jajko)
- 2 szkl. mąki
- 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masa kokosowa:
- 3 białka (te, które zostały)
- szklanka cukru
-20 dag wiórków kokosowych


Margarynę razem z wodą i cukrem gotować mieszając aż do rozpuszczenia się cukru, dodać kakao (najlepiej przez sitko), wymieszać aż do powstania ciemnej błyszczącej polewy. Odlać pół szklanki na polewę a resztę odstawić do wystygnięcia.
Kiedy ten moment już nastanie wbić 3 żółtka i jedno całe jajko dorzucić mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i zmiksować mikserem (można w garnku)
Z 3 białek, które nam zostały ubić pianę, kiedy odwrócimy miskę "do góry nogami" i nic nam z niej nie wypadnie to oznacza moment, w którym można dosypywać cukru "na raty" czyli w częściach ciągle ubijając - masa zrobi się błyszcząca po wsypaniu całej zawartości kończymy miksować i wrzucamy wiórki już tylko mieszając do połączenia łyżką.
Najpierw na wysmarowaną i wysypaną blaszkę nalewamy ciasto a potem wylewamy masę kokosową i łyżką delikatnie ją rozprowadzamy po całości. ( zrobi nam się kokosowa beza)
Piec 40-50 minut w 180 stopniach.

Ciasto najlepsze jeszcze letnie, puszyste i lekkie razem z kubkiem zimnego mleka i dobrą poranną lekturą - polską gazetą, która wychodzi tu co tydzień (nie najlepsza) ale w zanadrzu była cudowna kanadyjska gazeta z sernikami.. może kiedyś się skuszę..

Kanadyjskie święta - Chałka



Kanadyjskie święta










Święta w Kanadzie bardzo mało przypominają te święta, które ja znam.. zaczynając od tego, że nie ma wolnego, sklepy zamknięte (nie wszystkie) są w piątek a poniedziałek już do świąt się nie zalicza.
Postanowiłam więc spędzić ten dzień (zanim przyjedzie Seweryn) tak jak to lubię najbardziej - czyli w kuchni..
Tak więc powstała dziś piękna chałka i murzynek z kokosem, przypomniał mi się czas kiedy byłam mała i zajadałam się plecioną chałką z masłem i zapijałam ją mlekiem tak było też dziś, razem z Lewisem wyszliśmy na patio łapać słoneczne promienie i śniadaniować z jeszcze ciepłym wypiekiem, roztopionym masłem i lodówkowym mlekiem :)
na deser kawał ciasta i teraz poszukiwanie motywacji do ruszenia się na bieżnię w celu wybiegania nagromadzonych kalorii.

Chałka
podpatrzona tutaj wzbogacona o kruszonkę i pleciona z 6 wałków.

4,5 szkl mąki
1,5 łyżeczki suszonych drożdży
1/3 szkl cukru
1 szkl letniej wody
2 jajka
1/3 szkl oliwy
szczypta soli

Drożdże wymieszać z wodą i odstawić na 10 minut, następnie dodać 1 jajko, cukier, sól i oliwę - wszystko dokładnie wymieszać. Wsypać 1,5 szklanki mąki i wymieszać łyżką, dosypać ponownie 1,5 szklanki mąki i wymieszać na końcu dodać pozostałe 1,5 szklanki mąki lub mniej ( ja dodałam niecałą 1) w zależności od ciasta - (musi być sprężyste ale nie zbite) wyjąć z miski i wyrobić potem uformować w kulę i wsadzić spowrotem do miski co by wyrastać mogło sobie w spokoju i ciepełku ! przez 1,5 godziny.
Następnie ponownie zagnieść i podzielić na 6 części i zabierać się za zaplatanie - ale najlepiej najpierw w tej kwestii się wyedukować a ja to robiłam tutaj ->


Po zapleceniu chałki włożyć na blaszkę i zostawić przykrytą do wyrośnięcia na 30 minut.
Potem posmarować roztrzepanym jajkiem i ułożyć kruszonkę.
Piec 30 -40 min w 180 stopniach.

Kruszonka - jedna łyżka masła z 2 łyżkami cukru i 2 łyżkami mąki zagnieciona widelcem lub paluszkami formowana w kuleczki albo jak kto lubi i układana na chałkę posmarowaną jajkiem.

Potem już tylko korzystać z tego, że ciepła..